Przejdź do głównej zawartości

Adwentowy blogmas #1

Rozpoczęliśmy piękny okres adwentu, czyli radosnego oczekiwania na święta Bożego Narodzenia. Mamy dwadzieścia trzy dni na przygotowanie się do tego cudownego wydarzenia. Niby sporo, ale bardzo łatwo możemy ten czas przegapić i obudzić się tuż przed Wigilią. Zbyt często mi się to zdarzało, dlatego w tym roku chcę zwrócić szczególną uwagę na okres adwentu i codzienne przygotowania. 

Pomysł na mój adwentowy #blogmas przyszedł mi do głowy dosyć spontanicznie, po obejrzeniu różnych przepięknych, świątecznych vlogmasów na kanale youtube. Pomyślałam wtedy, czemu by nie stworzyć własnego, blogowego cyklu adwentowego? Nie jestem co prawda w stanie wrzucać codziennie nowych wpisów, ale chciałabym relacjonować moje osobiste przygotowania do Świąt w cotygodniowych postach. Na pewno znajdzie się w nich miejsce na rękodzieło, dekoracje świąteczne, trochę rozmyślań, a także pomysłów na prezenty. Tym samym spełnia się moje ciche marzenie o utworzeniu kategorii lifestyle. Może uda mi się odrobinę Was zainspirować, a może Wy sami podzielicie się Waszymi pomysłami w komentarzach? Niech to będzie otwarty dialog, nie nudny monolog. Ma być świątecznie, ciepło i miło.

Pożegnanie jesieni 

Choć nie miałam w domu zbyt wielu jesiennych ozdób to z niejaką ulgą trzydziestego listopada ściągnęłam z parapetu muchomorki, jeża, koszyczek pełen kasztanów i żołędzi, figurkę sowy oraz świecznik. Jesień była wyjątkowo piękna i nie dłużyła mi się tak jak zwykle, ale nadszedł czas aby przywitać kolejną porę roku. I choć nie od razu zabiorę się za ponowne dekorowanie mieszkania, to pewne elementy zwiastujące święta są już obecne i pomału przygotowują nas na okres Bożego Narodzenia. 

Kalendarz adwentowy

Przygotowywanie kalendarza adwentowego zaledwie dzień przed rozpoczęciem adwentu nie pozwoliło na wcielenie w życie ambitniejszych pomysłów, dlatego mój tegoroczny kalendarz (właściwie pierwszy zrobiony własnoręcznie, a nie kupiony w sklepie) jest dosyć prosty, za to bardzo ładnie prezentuje się na na mojej kuchennej ścianie. Choć na początku miałam zamiar wykonać małe pakuneczki, ostatecznie stanęło na wydrukowaniu fragmentów z Pisma Świętego (znalazłam gotowca na blogu House Loves - klik) i zawieszeniu ich na sznurku pod naszymi rodzinnymi zdjęciami. Aby całość nie była zdominowana przez czerń i biel, przyczepiłam do ramki czerwone owoce na druciku (nie mam pojęcia jak się nazywają, ale wyglądają prześlicznie). Nadają świątecznego klimatu i ożywiają mój minimalistyczny kalendarz adwentowy.

Wydrukowałam też małe obrazeczki, ale nie pasowały do całości i z nich zrezygnowałam. W przyszłym roku chciałabym, jeśli czas pozwoli, sama namalować numerki do kalendarza adwentowego (akwarelami, bądź zaprojektować w programie graficznym). W internecie jest tyle pięknych wzorów, mimo to brakowało mi takich, które pasowałyby do mojej koncepcji. 






Pierniczki

Nigdy nie piekłam pierniczków tak wcześnie jak w tym roku. Zaczęłam już w listopadzie, bawiąc się w testera, aby znaleźć ten jeden "jedyny" przepis. Zdjęcia przedstawiają podejście numer dwa, i choć przepis ten sam, użyłam innego miodu (za pierwszym razem był to spadziowy, teraz wykorzystałam lipowy). Różnica w smaku była spora - te pierwsze wyszły zdecydowanie lepiej, no i zostały już pochłonięte (ciężko się oprzeć, a jak dobrze smakują z kawą!). W mojej rodzinie piecze się pierniczki mniej więcej tydzień przed świętami, ale ja postanowiłam nie nadwerężać domowego budżetu prezentowego i na Mikołaja podarować najbliższym słodkie paczuszki. Na razie muszę się pospieszyć, bo czasu nie mam za wiele, a chciałabym je poozdabiać. Nie jestem do końca zadowolona z poniższej wersji, ale może z lukrem będą lepiej się prezentować.

Moją kolekcję foremek gromadzę od dwóch lat (pozazdrościłam mojej mamie), i gdy tylko zdarzy się okazja poluję na ciekawe kształty. W tym roku chciałam zamówić kilka na allegro, ale mikołaj zjawił się ciut wcześniej i podarował mi piękne foremki - renifera (bądź łosia, nie wiem), choinkę oraz śnieżynkę (to te kolorowe na zdjęciu). Kupione zostały w Kiku i muszę przyznać, że są naprawdę solidnie wykonane. Kilka mniejszych nabyłam w Biedronce, a widoczne pod spodem jabłuszko - w Nanu-Nana. 




Wieniec adwentowy 

Zwyczaj robienia stroika/wieńca adwentowego pojawił się w moim domu stosunkowo niedawno, w zeszłym roku wykonałam pierwszy, miniaturowy egzemplarz. Wcześniej byłam przyzwyczajona, że wieńce adwentowe pojawiają się tylko w kościele. Tymczasem pomysł tak bardzo przypadł mi do gustu, że mam zamiar każdego roku przygotowywać nasz własny, domowy wieniec, który będzie nam przypominał z każdym upływającym tygodniem o zbliżaniu się do świąt.

Jak wyglądał mój zeszłoroczny wieniec możecie zobaczyć tutaj: Ozdoby świąteczne... naturalnie!, w tym roku również wykorzystałam naturalne elementy jak szyszki i gałązki choinki (w tym wypadku sosny). Z początku marzył mi się plaster drewna jako podstawa, jednak nie posiadałam aż tak dużego i w rezultacie wykorzystałam kwadratową, drewnianą tackę. W pudle znalazłam zeszłoroczne ozdoby w postaci sztucznych jabłuszek oraz innych owoców na druciku, poza tym wykorzystałam piernikowe gwiazdeczki z gliny samoutwardzalnej.

Gałązki sosny sprawiły mi nieco problemu, bo wystawały mocno poza tackę, generując tym samym nieład, ale i z tym sobie poradziłam, podcinając je tu i ówdzie oraz wpychając trochę głębiej. Mój stroik adwentowy nie posiada żadnej gąbki florystycznej, wszystko trzyma się na słowo honoru, luzem, ale przecież nie będę nim rzucać (o ile moje dziecko się do niego nie dorwie). Miałam zamiar użyć gorącego kleju, jednak szkoda mi było niszczyć elementy, które mogą mi się przydać w przyszłym roku. Ważne, że efekt końcowy jest całkiem udany i jestem z niego zadowolona. 




Dzisiaj zapaliliśmy pierwszą świecę - oficjalnie zaczynamy radosne oczekiwanie!


I na koniec...

Takimi przygotowaniami rozpoczęłam okres adwentu. Kolejny tydzień będzie ciut spokojniejszy, ale nie do końca, bo przecież Mikołaj, a zatem będzie o własnoręcznie przygotowanych prezentach, domowych słodkościach, radości otrzymywania i dawania... Na koniec mam do Was parę pytań, będzie mi bardzo miło jeśli napiszecie coś w komentarzach. 

Czy zaczęliście już świąteczne przygotowania?
Staracie się celebrować okres adwentu, czy Święta biorą Was z zaskoczenia?
Macie własny kalendarz lub wieniec adwentowy?
Cieszycie się z nadchodzących Mikołajek? ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Glina samoutwardzalna i co z tego wyszło...

Dzisiaj parę słów o kolejnym rękodzielniczym materiale - glinie samoutwardzalnej. To musiało być swojego rodzaju przeznaczenie, bo opakowanie gliny zakupiłam ponad rok, może nawet półtora roku temu, ale z braku pomysłu jak ją wykorzystać, przeleżała zapomniana w szafce. Podczas mojej niedawnej przeprowadzki odkryłam, że mam ją w swoich artystycznych zasobach i od tej pory kusiło mnie, by jakoś tą glinę wykorzystać. Z pomocą nadszedł kolega, który poinformował mnie o zbliżającym się jarmarku świętojańskim. Wianków co prawda pleść nie umiem, ale stwierdziłam, że wymyślę coś innego, coś z motywami kwiatowymi. Tak właśnie w ruch poszła moja glina i choć nie mam jeszcze gotowych rzeczy (czekam na farby aby dokończyć malowanie), pokażę wam to, co udało mi się ulepić.


Jak taka glina wygląda? Jest to masa w kolorze przeważnie białym lub terra cotta (gliniastym). Zapakowana szczelnie, gdyż glina pod wpływem powietrza wysycha (po zakończeniu pracy należy znów szczelnie ją zapakować, bo inaczej …

Glina jak malowana

Tak jak obiecałam, dzisiaj parę słów o tym, jak malować glinę samoutwardzalną. Na niektórych stronach wyczytałam, że glina jest na tyle fajnym materiałem, że da się ją pomalować różnymi farbami, od olejnych po akrylowe. Ja skorzystałam z porady znalezionej na blogu Świat Artysty i użyłam... farb do szkła.

Tak jak napisała autorka wyżej wymienionego bloga, farby do szkła bardzo ładnie pokrywają glinę, a poza tym wywołują efekt szkliwienia (czasem taki efekt powstaje po drugim pomalowaniu, to już zależy od gliny).


Jedyny mankamentem farb do szkła jest cena i dosyć wodna konsystencja (detale lepiej malować cienkim pędzelkiem, nabierając niewielką ilość farbki). Poza tym schną dosyć szybko i da się je zmyć zwykłym zmywaczem do paznokci. Trzeba uważać, czy farbki są na bazie spirytusu czy wody - jeśli się różnią, może być problem z ich mieszaniem (zrobi się glut). Najlepiej mieć farby jednej firmy - wtedy bardzo ładnie się ze sobą mieszają.
Poza farbami do szkła można użyć farb akrylowych…

10 pomysłów na zimowe ozdoby z gliny samoutwardzalnej

Święta tuż, tuż, więc jeśli ktoś jest jeszcze daleko w lesie z przygotowaniami do Bożego Narodzenia, a nie chce kupować gotowych ozdób (którym często wiele brakuje jeśli chodzi o kwestię estetyki i oryginalności) - poniższa lista będzie jak znalazł.
Dlaczego glina samoutwardzalna? Bo jest łatwa w użyciu i wykonanie gotowych ozdób zajmie maksymalnie 3-4 dni. Poza tym, pracę możesz podzielić na etapy, dzięki czemu wykorzystasz chwile przerwy między swoimi obowiązkami, nie poświęcając tworzeniu całego dnia. Co istotne, glina samoutwardzalna jest także masą przyjazną dla dzieci, które będą się z pewnością świetnie bawić, pomagając w tworzeniu nowych ozdób na Święta.
Pomysły pochodzą ze strony pinterest.pl (mojej skarbnicy inspiracji). Pogrupowałam je mniej więcej od prostszych aż po trudniejsze ozdoby. Przeglądajcie, inspirujcie się i do roboty! :)

1. Zawieszki (link Użyjcie swoich foremek nie tylko do robienia pierniczków! :)

2. Łańcuch choinkowy (link)

3. Świeczniki (link)


4. Ptaszki (lin…