czwartek, 26 stycznia 2017

Viaggia con me!

Wśród moich różnorakich zainteresowań na całkiem wysokim miejscu plasuje się język włoski. Od kilku dobrych lat jestem zauroczona kulturą Italii i uczę się wytrwale tego pięknego języka, przy czym kilka razy odwiedziłam ten kraj. Zazwyczaj jest u mnie tak, że jeśli z jakiegoś powodu mam przerwę w artystycznych zajęciach, to sięgam do mojego drugiego ulubionego zajęcia, czyli języków obcych. Z wykształcenia jestem anglistą, a na swoim koncie mam naukę hiszpańskiego, włoskiego, japońskiego oraz najświeższy - francuski.

Dlatego korzystając z możliwości połączenia moich dwóch "koników" powstała kartka/mini plakat/rysunek z włoskim motywem. Zobaczcie sami :)


Viaggia con me, czyli - podróżuj ze mną. I oczywiście czerwona vespa
Napis został wykaligrafowany, a całość upiększona kredkami akwarelowymi. Pamiętacie co mówiłam ostatnio o rozmazywaniu? Trzeba bardzo uważać, żeby do tego nie doszło, ale jeśli tak się stanie, można wykorzystać to na naszą korzyść! Niekontrolowane plamki nadają rysunkowi charakteru. 
Nie mam za dużego doświadczenia w kredkach akwarelowych, na razie staram się je poznać i wykorzystać ich efekty. 



Tyle na dzisiaj, nie za długo, ale postaram się nadrobić następnym razem.  Do zobaczenia!


sobota, 21 stycznia 2017

Kaligrafia na Dzień Babci

Czy każdy złożył już życzenia swojej kochanej babci? :)
Ja niestety zrobię to dopiero jutro, ponieważ choroba zatrzymała mnie w domu... Ale prezent mam już przygotowany i mam nadzieję, że spodoba się mojej babci.



Jako że ostatnio wytrwale ćwiczę kaligrafię ( nie martwcie się, niebawem wrzucę znów coś o glinie), postanowiłam wykorzystać nową umiejętność i zrobić babci wykaligrafowany prezent. Zastanawiałam się, co mogłoby się babci spodobać, a że jest osobą wierzącą, wybrałam werset z psalmu i postanowiłam ładnie go oprawić, aby babcia mogła powiesić go na ścianie. Żałuję, że nie spytałam wcześniej babci jaki fragment z Biblii jest jej ulubionym, mam nadzieję, że ten się sprawdzi. Mi się w każdym razie podoba.

Strzeż mnie jak źrenicy oka; w cieniu Twych skrzydeł mnie ukryj.
(Ps 17:8)


Właściwie można ten pomysł zaliczyć do mojego pierwszego "większego" kaligrafowania, dlatego miałam stracha, że nie wyjdzie tak jakbym chciała. Dużo czasu zajęło mi przygotowanie kartki pod względem linii i ich rozmieszczenia, bez takich pomocy na pewno wyszłoby krzywo. Trafiłam też na dobry papier, na którym tusz się nie rozmazywał - papier ziarnisty Canson 120g/m2. Trafiła mi się dobra okazja, bo nabyłam go za 4 zł w Tesco, a ma 50 dosyć grubych arkuszy. A pióro? Jak zwykle, Parallel Pen. Wybrałam czcionkę italic (choćby dlatego, że mam ją najlepiej opanowaną :D postanowiłam nie eksperymentować przy takim projekcie).



Z całym kreśleniem linii oraz pisaniem napis zajął mi chyba z godzinę. 
Tak wygląda już gotowy werset:



Stwierdziłam, że sam napis to trochę mało i postanowiłam dorysować jeszcze roślinne zdobienia


...poprawiłam je tuszem...



... a na końcu odrobinę pokolorowałam kredkami akwarelowymi (nie używajcie jednak przy tym wody, 
ja zrobiłam ten błąd i gdzie nie gdzie tusz mi się rozmazał :/)



Taki jest końcowy efekt. Jest ok, choć może cały napis powinien być trochę mniejszy w stosunku do całej ramki... Ale z drugiej strony babcia nie posiada już tak dobrego wzroku więc zależało mi na tym, aby dała radę przeczytać werset bez problemu. Mam nadzieję, że jej się spodoba :) 





piątek, 13 stycznia 2017

Kaligrafia czyli malowanie liter

Witam wszystkich w nowym roku! :)

Od kilku lat nie robię postanowień noworocznych, bo rzadko kiedy coś z nich wychodzi. Tak też było tym razem, jednak stwierdziłam, że fajnie by było spróbować czegoś nowego. Tak dla samej frajdy, relaksu, aby poznać coś innego i przy okazji się pobawić. Nie sądziłam, że to "coś nowego" tak szybko się wynajdzie :D



Pewnego wieczora zaczęłam myśleć o kaligrafii (nie wiem, może na skutek jakiegoś obrazka w necie). W każdym bądź razie tak się zapaliłam do tego pomysłu, że do drugiej w nocy czytałam teorię i oglądałam samouczki. Następnego dnia jak najszybciej chciałam wypróbować swoje siły i... no cóż, pierwsze próby nie były najlepsze. Zwłaszcza, że nie posiadałam w domu żadnego pióra (a przecież używałam kiedyś w szkole, poza tym mój dziadek miał takie z różnymi stalówkami) - wszystkie pióra jak krew w piach, przepadły.

Wyczytałam, że można na początku próbować ołówkiem, pisakiem czy markerem. Zgodzę się, że na pierwsze ćwiczenia takie coś wystarczy, ale ni w ząb nie przypomina to pięknych liter z samouczków.
Jedyne co miałam, to marker z uciętą końcówką (ze spiczastą nic wam nie wyjdzie), który jako tako się nadawał. Z braku laku ćwiczyłam tym markerem i udało mi się przyswoić odpowiednie stawianie kresek w literach, czy pierwsze wzorki. Wyglądało to tak:




Nie za piękne, prawda?

Cóż, długo tak nie wytrzymałam.
Poczytałam w necie, że dla początkujących polecane jest pióro parallel pen marki Pilot (od 45-50 zł). Są one w czterech rozmiarach (z początku myślałam, że kolor pióra to kolor tuszu - jednak nie). Stwierdziłam, że jeśli nie będę miała czegoś porządnego do ćwiczenia kaligrafii, to nic z tego nie wyjdzie. Pióra takiego za parę złoty z kiosku też nie chciałam, bo i tak nie dałoby pożądanych efektów. Nie namawiam, żeby lecieć i kupować od razu lepszy sprzęt, ale warto się zastanowić, czy taka inwestycja nie wyjdzie nam na dobre.
Po szybkim za i przeciw (przeciw były tylko pieniądze) zamówiłam pióro i nie mogłam się już doczekać kiedy przyjdzie. Cieszyłam się jak dziecko na nową zabawkę. A mąż tylko patrzył z politowaniem...

Uważam, że dokonałam świetnego zakupu. Jak na pierwsze użytkowania, spisuje się świetnie i o niebo lepiej się nim pisze. Do kompletu dokupiłam od razu zestaw kolorowych tuszy (cena ok. 14 zł). Na pewno potrzebuję jeszcze duuużo praktyki, zanim moje litery staną się piękne i kształtne, ale i tak widać grubą różnicę.

Co do rozmiaru, wybrałam pióro pomarańczowe, ze stalówką 2,4mm. Na sam początek jest chyba najlepsze, dla mnie i tak nawet całkiem duże, ale nie chciałam brać najmniejszego.

 
 



Nigdy nie interesowałam się kaligrafią, gdyż kojarzyła mi się z pisaniem dla dzieci, a po drugie, nie wiedziałam nawet, że ta sztuka "malowania liter" całkiem dobrze się rozwija w dzisiejszych czasach! Wszystko możemy już wydrukować, więc spodziewałam się, że nikt już kaligrafować nie będzie. A jednak. 

Jeśli macie ochotę spróbować kaligrafii polecam strony, które odwiedziłam:

kaligrafia.info - znajdziecie tu dużo teorii i przydatny samouczek z alfabetem
Artique - autor sam opisuje własne zmagania z kaligrafią plus proponuje kilka ćwiczeń
The postman knock - angielskojęzyczna strona z wprowadzeniem do nowoczesnej kaligrafii
Parallel pen calligraphy - video, a w nim pokazano jak pisać alfabet piórem parallel pen

Na koniec jeszcze logo bloga wykonane przeze mnie ;)



P.S. Żeby nie być gołosłowną i udowodnić wam, że kaligrafia to naprawdę malowanie liter, wrzucę jeszcze kilka przepięknych dzieł. Nie przepadam za kaligrafią w formie grafitti, 
ale jest mnóstwo innych delikatnych czcionek. 







piątek, 23 grudnia 2016

Krasnale

Dzisiaj króciutko, bo wigilia za pasem i mnóstwo roboty :)
Myślałam, że zdążę się pochwalić własnoręcznie robioną szopką bożonarodzeniową, jednak jeszcze nie jest pomalowana i nie wiem czy w ogóle znajdę czas aby ją dokończyć. Pokażę ją po świętach, w końcu świętujemy więcej niż dwa, trzy dni :)

Za to dziś mam dla was prostą i ładną ozdobę, która pojawiła się w 10 pomysłach na ozdoby z gliny oraz moje wykonanie. Pomysł nie jest mój, zaczerpnęłam go ze strony pinterest.com (tutaj link do strony - krasnale).
Może nie wyszły mi tak ładnie jak autorowi, może trzeba było pokryć inną farbą albo dać więcej warstw, jednak jestem ze swoich krasnali zadowolona. Stanowią miły dodatek do mojego stroika z żywej choinki :)

Prawdopodobnie to mój ostatni post w tym roku, chyba że uda mi się jeszcze coś wrzucić przed Sylwestrem :) Dlatego życzę Wam wspaniałych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia, pełnych miłości, blasku choinki i ciepła rodzinnego oraz kreatywnego i obfitującego w pomysły roku 2017!







sobota, 17 grudnia 2016

Pierniczki bez terminu ważności

Nie jestem za dobra jeśli chodzi o gotowanie - w tym wiedzie prym mój mąż. Ciasto jeszcze mi wyjdzie, ale piekę sporadycznie, na święta lub inne okazje. W naszym mieszkaniu niestety od jakiegoś czasu nie działa piekarnik, więc nie mam jak się wykazać choć odrobiną tych marnych umiejętności kulinarnych.

Natomiast przed świętami aż grzechem jest nie upiec pierniczków! I w mojej rodzinie były one tradycją od wiek wieków. Zatem aby podtrzymać więź z rodzinnymi obyczajami postanowiłam stworzyć swoją wersję pierniczków. I to nie byle jakich, bo bez terminu ważności! :)

Jak już wspominałam wcześniej, foremek możecie użyć nie tylko do wykrawania ciasta (tego zjadliwego), ale również do zrobienia szybkich ozdób - czy to z masy solnej, czy z gliny samoutwardzalnej.


Przygotowałam dla was krótki tutorial (polecam pierniczki z gliny osobom zapracowanym,
 naprawdę szybko się je robi!).

Co potrzebujemy?
- glina samoutwardzalna (polecam białą lub kremową)
- farby (akrylowe lub do szkła)
- farba konturowa biała (np tego typu: link, kosztuje od 8-10 zł na allegro)
- foremki (im więcej kształtów tym lepiej)
- sznurek (ja mam sznurek jutowy)
- pędzle i nożyczki

A teraz do dzieła! 

1. Rozwałkowujemy glinę i wycinamy za pomocą foremek ozdoby. Robimy też dziurkę na sznurek!

2. Pozostawiamy do wyschnięcia (dobrze jest położyć lekką książkę na wycięte ozdoby,
po to by były równiutkie i płaskie. Mogą przez to troszkę dłużej schnąć).

3. Malujemy najpierw z jednej, potem po wyschnięciu z drugiej strony. Nie zapominajmy o krawędziach! 


4. Zostawiamy do całkowitego wyschnięcia. Na przykład na kuchennym parapecie. 



5. Teraz czas na konturówkę. Wymyślamy pierniczkowe wzory (mają przypominać te z lukru),
możemy posiłkować się zdjęciami prawdziwych pierniczków. Na końcu wkleję kilka znalezionych przeze mnie zdjęć, którymi się inspirowałam. 


6. Gdy konturówka wyschnie, doczepiamy sznurek voilà! Pierniczki gotowe do powieszenia na choince!



Ze względu na to, że u mnie na choince będzie dominowała biel oraz odcienie niebieskiego, zrobiłam dla siebie wersję specjalną - pierniczki w kolorze niebieskim. Zobaczcie sami. 





Na koniec jeszcze inspiracja dla tych, którzy nie mogą się zdecydować jak mają wyglądać ich pierniczki. Zdjęcia pochodzą z wyszukiwarki google.pl 




 













wtorek, 13 grudnia 2016

10 pomysłów na ozdoby z gliny

Święta tuż, tuż, więc jeśli ktoś jest jeszcze daleko w lesie z przygotowaniami do Bożego Narodzenia, a nie chce kupować gotowych ozdób (którym często wiele brakuje jeśli chodzi o kwestię estetyki i oryginalności) - poniższa lista będzie jak znalazł.

Dlaczego glina?
Bo jest łatwa w użyciu i wykonanie gotowych ozdób zajmie ci max 3-4 dni. Poza tym, pracę możesz podzielić na etapy, dzięki czemu wykorzystasz chwile przerwy między swoimi obowiązkami, nie poświęcając tworzeniu całego dnia. Co istotne, glina jest także masą przyjazną dla dzieci, które będą się z pewnością świetnie bawić, pomagając w tworzeniu nowych ozdób.

Pomysły pochodzą ze strony pinterest.pl (mojej skarbnicy inspiracji :). Pogrupowałam je mniej więcej od najprostszych aż po trudniejsze ozdoby. Przeglądajcie, inspirujcie się i do roboty! :)


1. Zawieszki (link
Użyjcie swoich foremek nie tylko do robienia pierniczków! :)


2. Łańcuch choinkowy (link)


3. Świeczniki (link)


4. Ptaszki (link)


5. Choineczki (link tutaj)


6. Aniołki (link)


7. Kolorowe gwiazdki (link)


8. Śnieżynki (link)


9. Krasnale (link)


10. Bałwanek (link)


Poszukajcie jeszcze na własną rękę, pomysłów jest mnóstwo i aż życia by brakło, 
aby je wszystkie wypróbować! 
Powodzenia :)