poniedziałek, 19 lutego 2018

Rysunek dziennie - sprawozdanie #7

Czy u Was też nieśmiało pojawiają się pierwsze oznaki wiosny? Chodzę z synkiem prawie codziennie na spacer i przy tej pięknej pogodzie, która zawitała do Wrocławia, czułam już, że zima pomału nas opuszcza. Pewnie to płonne nadzieje i za chwilę znów powieje chłodem, jednak pewnych oznak nie można zlekceważyć - pojawiły się przebiśniegi, ptaki w lesie zaczynają swoje śpiewy, a przy dróżce dostrzegłam też bazie! Tak więc nawet jeśli zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ja oficjalnie zaczynam się cieszyć tym wiosennym klimatem. Wyobraźcie sobie jakie było moje szczęście, gdy mama podarowała mi na Walentynki narcyzy oraz hiacynta! Teraz w mojej kuchni jest kolorowo i wiosennie, nawet jeśli za oknem świat ginie w szarościach. 



W tym tygodniu wydarzeń było sporo z racji Walentynek i Środy Popielcowej, niemniej jednak rysunek dziennie musiał być. Przyznam, że jestem bardzo zadowolona z tego tygodnia, tematy były dosyć proste (i mogłam odetchnąć trochę po poprzednim tygodniu), poza tym w ogóle moje rysowanie szło całkiem sprawnie. Rysowałam trzema technikami, czyli zwyczajowo ołówkiem, pisakiem oraz znów sięgnęłam po kredki akwarelowe.

 43. Kawa - narysowałam moją ulubioną caffe latte, najlepiej z dodatkiem cynamonu i croissantem. Ach, już czuję ten zapach!


44. Ławeczka - uwielbiam zdjęcia ławek w jesiennej scenerii. Przywołują wtedy nostalgię, stają się symbolem oczekiwania, tęsknoty...


45. Serce - walentynkowe serducho w kolorze. Chciałam uzyskać efekt oszlifowanego kamienia, co nie za bardzo mi wyszło i ostatecznie postanowiłam podziałać odrobiną wody, licząc na jakiś ciekawy efekt. 


46. Wspomnienia -  na początku myślałam o albumie bądź pamiętniku, jednak wpadła mi w oko stara klisza i równie wiekowy aparat. Dokładnie taki sam mieli moi rodzice, więc rysunek ma dla mnie wartość sentymentalną.


47. Śniadanie - rysuneczek na szybko, miałam ochotę przedstawić na nim tosta (podpowiadam, że obok talerza jest kubek z kawą). Napis dla dopełnienia tego minimalistycznego rysunku.


48. Napis "luty" - tym razem napis w formie komisowej, powstał bardzo spontanicznie. Luty to miesiąc w którym jeszcze jest trochę śniegu, ale zdarzają się także wiosenne dni i pierwsze roztopy. 



49. Pióropusz -  mój faworyt w tym tygodniu. Choć wygląda na pracochłonny rysunek, nie zajął mi dużo czasu, a od zawsze lubiłam rysować pióra. 


To tyle na dziś, mam nadzieję, że moje rysunki choć trochę Was motywują do rysowania, nawet jeśli nie codziennego. W każdym razie trzymam za Was kciuki! Pomału szykuję kolejny wpis nie-rysunkowy, specjalnie na Wielki Post. Być może pojawi się jeszcze w tym tygodniu, ale to przy dobrych wiatrach ;)

Udanego dnia Wam życzę, oby jak najcieplejszego!

poniedziałek, 12 lutego 2018

Walentynkowe serduszka z włóczki + słodkie co nieco

Z walentynkami jest pewien problem. Mianowicie taki, że trwają tylko jeden dzień. Z tego powodu nie za bardzo mam ochotę ozdabiać moje mieszkanie, bo po co się męczyć, skoro zaraz trzeba będzie chować te wszystkie serca? Ale w tym roku coś mnie tchnęło i postanowiłam poszukać jakichś łatwych do wykonania ozdób, które nie zajmą dużo czasu a wniosą romantyczny akcent do naszych domów.

 

Pokażę Wam dzisiaj "sercowe" ozdoby, do których nie potrzebujecie Bóg wie jakich materiałów. Tak naprawdę wystarczy wam włóczka, drucik i kawałek kartonu. Powinny też zająć niewiele czasu (ja dałam radę, to Wy też dacie!). Inspirowałam się pinterestem, ale zmodyfikowałam pomysły po swojemu. Oto pierwszy z nich:

Girlanda z serduszek

Potrzebujemy:
- czerwonego oraz białego sznurka/muliny/kordonka/włóczki
- białej tasiemki
- kartonu (dosyć twardego, kartka z bloku technicznego może nie wystarczyć i się wyginać)
- kleju na gorąco (opcjonalnie) bądź kleju magik
- nożyczek
- ołówka

1. Na kartonie szkicujemy serduszka (ja potrzebowałam siedem sztuk), po czym wycinamy je.


2. Kordonkiem zaczynamy oplatać serduszko do momentu, w którym nie będzie widać prześwitującego kartonika. Im grubszy sznurek tym szybciej nam to pójdzie, jednak serce będzie też bardziej wypukłe. 
Pięć serduszek wykonałam z czerwonego kordonka, dwa pozostałe oplotłam białym, grubszym sznurkiem. Na zdjęciach widać różnice jakie powstały przy zastosowaniu obu materiałów. Jeden i drugi dają ciekawy efekt. Dodatkowo do mojej girlandy wycięłam z kartonu dwa małe kółeczka i je również oplotłam białym sznurkiem. 


3. Gdy mamy gotowe elementy girlandy, pozostaje nam połączyć je tasiemką. Pamiętajcie tylko by przyklejać ją od tyłu (czyli tam gdzie zawiązaliście supełek). Ja użyłam kleju na gorąco, ale sądzę, że magik też da radę. Zwracajcie uwagę na równe odstępy między elementami oraz na to, gdzie znajdzie się środek ciężkości waszych serduszek. Moje zaczęły się obracać na tasiemce pod wpływem własnego ciężaru, dlatego na sam koniec dokleiłam uchwyty ze sznurka na obu końcowych serduszkach, a także na środkowym. 




4. Gdy klej wyschnie, sprawdzamy czy wszystko wygląda estetycznie, usuwamy nadmiar zaschniętego kleju  nasza girlanda jest gotowa do powieszenia. Prawdę mówiąc, same pojedyncze serduszka również wyglądają uroczo i można je wykorzystać jako samodzielną ozdobę. 


 




Zobaczcie, jak wyglądają serduszka ze sznurka znalezione przeze mnie na pintereście. 

Valentine Yarn Hearts - a perfect craft for the whole family!

This would be such an easy way to decorate for Valentine's Day. I love the neutral colors!

Kolejnego pomysłu, w którym także wykorzystujemy sznurek niestety nie zdążyłam wypróbować, ale jest równie łatwy do wykonania - tym razem będziemy potrzebować drucika, sznurka oraz nożyczek. Z drucików kształtujemy serducho, następnie sznurkiem (na zdjęciach - włóczką) wypełniamy nasze serce, tym razem zostawiając jednak puste miejsca. Taka ozdoba będzie przepięknie wyglądać na oknie. Link do strony znajdziecie tutaj: klik! 

Yarn Hearts | Family Chic by Camilla Fabbri ©2009-2012. All rights reserved. The blog

Poniżej jeszcze jeden sposób na zrobienie serduszka z włóczki oraz kartonu (klik!). 

Super simple mini Yarn Heart Wreaths ... perfect little valentine decorations
I na koniec jeszcze słodkości, które upiekłam mojemu mężowi. Ciasteczka nazywają się alfajores i pochodzą z Argentyny. Przepis znalazłam na stronie niebonatalerzu.pl (klik!). Bardzo łatwe do przygotowania (mówi to Wam kuchenny laik), kruche i baaardzo słodkie dzięki masie krówkowej. A jeśli dodatkowo wytniemy w cieście serduszko, mamy gotowe ciasteczka na walentynki! 

Życzę udanego świętowania, bo to ostatnia okazja przed Wielkim Postem!

 







niedziela, 11 lutego 2018

Rysunek dziennie - sprawozdanie #6

Ten tydzień zleciał tak szybko, że nim się obejrzałam już trzeba było pisać sprawozdanie! Na dodatek trochę mnie nagli czas, bo chcę też opublikować post walentynkowy (prawdopodobnie ukaże się jutro, więc zaglądajcie). Znajdziecie w nim pomysły na łatwe do wykonania ozdoby walentynkowe oraz przepis na małe słodkie co nieco.


Wracając do sprawozdania z jednego rysunku dziennie - muszę przyznać, że ten tydzień był wymagający pod względem tematów. W większości przypadków posiłkowałam się zdjęciami z internetu, innym razem temat można było przedstawić na wiele różnych sposobów i ciężko było się zdecydować... W pewnym momencie, gdy zajrzałam do mojej lutowej listy, jęknęłam i pomyślałam w duchu - czy nie mogło to być po prostu jabłko? No nie mogło. W końcu to wyzwanie, które ma też przy okazji czegoś mnie nauczyć.

W tym tygodniu czuję pewien niedosyt jeśli chodzi o dolce vita, pin up, czy wróżkę. W tym właśnie tkwi problem, że choć temat jest niesamowicie inspirujący, dzień nie zawsze sprzyja mojej twórczości. Ale nie ma tego złego, wierzę, że jeszcze kiedyś powrócę do tych rysunków i zeszyt będzie stanowił źródło mojej inspiracji. 

36. Podróże - zdecydowałam się na symbole europejskie, a właściwie francusko - włosko - niemieckie. 


37. Pin up - tak bardzo się cieszyłam tym tematem, marzyło mi się narysowanie sukienki w stylu pin up, jednak ostatecznie powstała dziewczyna z charakterystycznym makijażem oraz fryzurą. Nie starczyło mi już czasu na coś więcej niż sama twarz, a i tak miałam z nią spore kłopoty. 


38. Dolce vita - właśnie to przychodzi mi na myśl, gdy myślę o słodkim życiu - rozkoszowanie się kawą i rogalikiem w jakimś spokojnym miejscu (najlepiej we Włoszech!)


39. Egzotyczna ryba - nadszedł w końcu ten moment, sięgnęłam po KREDKI! No bo jak narysować egzotyczną rybkę, jak nie w kolorze? Kredek używam tylko od wielkiego święta, więc nie jestem biegła w kolorowaniu, jednak wydaje mi się, że wyszła całkiem przyzwoicie. 


40. Wróżka - niestety, tego dnia pokonało mnie zmęczenie. Cóż, rysunkiem tego nazwać nie można, zaledwie szkicem. Szkoda, że się nie udało, bo pomysł na wróżkę a la Calineczka bardzo mi się spodobał.  


41. Szkatułka - zwykły rysuneczek pisakiem, przedstawiający kuferek z biżuterią. 


42. Drzwi - myślałam o jakichś fantastycznych wrotach, bądź starych drzwiczkach, ale ostatecznie powstały takie. Niestety, efekt nie powala, wina źle dobranego ołówka.  


Tyle ze sprawozdania, mam nadzieję, że przyszły tydzień da mi trochę odzipnąć. Nawet nie będę zaglądać, co takiego na mnie czeka, obym się pozytywnie zaskoczyła! Pozdrawiam Was serdecznie i lecę przygotowywać walentynkowy wpis <3

poniedziałek, 5 lutego 2018

Rysunek dziennie - sprawozdanie #5

Piąte sprawozdanie z przełomu stycznia i lutego przed Wami. Ledwo się z nim wyrobiłam, bo niedzielę przeznaczyłam w zupełności na relaks, a dzisiaj wieczorem wybrałam się z mężem na łyżwy (trzeba korzystać, póki jeszcze mamy zimę!). Tak więc piszę ten wpis dosyć późno, bo niestety nie udało mi się go przygotować w ciągu dnia.


Skończył się już styczeń i tym samym pierwszy miesiąc rysowania za mną. Cieszę się, że udaje mi się dotychczas wypełniać moje noworoczne postanowienie i każdego dnia wyprodukować jakiś rysuneczek. Pewnie, że nie zawsze jest łatwo, czasem nie mam chwili w ciągu dnia, czasem po prostu mi się nie chce i rysowanie zostawiam na wieczór. Co nie zawsze jest takim dobrym pomysłem... Niemniej jednak na razie nie pominęłam ani jednego dnia i moja motywacja jest wciąż na wysokim poziomie.

Końcówka stycznia nie należała do najbardziej udanych. Trzy ostatnie rysunki są, hm, nie za dobre, łagodnie rzecz ujmując, chociaż naszyjnik spodobał się mojemu mężowi. Za to w luty weszłam z przytupem i lisa narysowałam bardzo starannie. Jestem też zadowolona z listu oraz gałązki.
Na koniec, jeśli jesteście ciekawi, wrzucam zdjęcia mojego zeszytu, by pokazać jak wygląda od "zewnątrz".

 29. Naszyjnik - fantazyjny, z wizerunkiem smoka, tylko niestety wyszedł jakiś taki krzywy, przydałyby się poprawki.


 30. Chmury - trochę poszłam z nimi na łatwiznę, niestety nic ciekawego nie chciało mi wpaść do głowy. 

  

 31. Klucz - temat ciekawy, ale to nie był mój dzień. Po trzech podejściach, wyszedł tylko taki mizerny kluczyk... 


  32. Lis - faworyt tygodnia. Wzorowałam się zdjęciem z internetu i choć gdzie niegdzie się machnęłam (oko jest troszkę za małe i zbyt nisko osadzone) to jestem z tego rysunku bardzo zadowolona.


 33. Nostalgia - rysuneczek na szybko, esencja nostalgii czyli listy, róża i wspomnienia. 


34. List - choć listy pokazały się w poprzednim temacie, to tym razem podeszłam trochę inaczej i powstał list w butelce.


 35. Gałązka - właściwie bardziej gałąź niż gałązka, troszkę w stylu silhouette.


A tak wyglądają rysunki w moim zeszycie. Zazwyczaj mieszczę po dwa na jednej stronie, czasem zdarza się, że zrobię jeden większy. 



Tyle ze sprawozdania, kończę ten wpis z nadzieją, że luty będzie obfitował w wiele wartościowych rysunków, bo tematy są naprawdę ciekawe. Kto przeoczył tematy na luty, niech zajrzy do sprawozdania #4. Uciekam i życzę Wam dobrej nocy!

wtorek, 30 stycznia 2018

Wood slices czyli malowanie na drewnie

Jutro kończy się styczeń i pewnie większość z Was pochowała już bożonarodzeniowe dekoracje. Dla mnie to taki smutny moment; z jednej strony chciałabym cieszyć się magią Świąt jeszcze dłużej, natomiast z drugiej potrzebuję już zmian, do których nastraja początek nowego roku. Mieszkanie bez ozdób wydaje się przestronne i puste, choć właśnie ta przestrzeń pozwala na wzięcie głębszego oddechu.

No dobrze, ale do końca zimy jeszcze daleko (u mnie nawet nie spadł porządny śnieg!), więc o wiosennych akcentach mogę tylko pomarzyć. Przyjdzie na nie pora w marcu. Jak w takim razie sprawić by nasze mieszkanie stało się przytulne? Co by pasowało do zimowego klimatu?



Gdy byłam jeszcze w ciąży i szukałam pomysłów na urządzenie kącika dla noworodka, natknęłam się na ciekawy motyw - woodland. Inaczej mówiąc las, zwierzęta leśne i wszystko co z nimi związane. Motyw bardzo wdzięczny, związany blisko z naturą, a wizerunki sarenek, lisków i niedźwiadków przeurocze. Do tego oczywiście dochodzą przeróżne motta wypisane na drewnianych zawieszkach. Styl mocno rustykalny, ale zarazem minimalistyczny.

A skoro mowa o lesie, nie może zabraknąć drewnianych akcentów. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis. Jakiś czas temu mój tato znalazł się w posiadaniu pieńków lipowego drzewa. Na moją prośbę pociął jeden z konarów na plastry. I choć myślał, że spróbuję coś w nich wyrzeźbić (podarował mi nawet dłuta!), to jednak zainspirowana tematem woodland, postanowiłam wykorzystać moje plasterki do malowania. Okazało się, że nie tylko ja wpadłam na taki pomysł. W internecie znajdziecie sporo artystów tworzących na drewnianych krążkach - po angielsku wood slices. Możecie przejrzeć pinterest, a parę przykładowych dzieł pokażę Wam pod koniec.

Ogólnie rzecz biorąc takie drewniane krążki wydają się być idealną dekoracją na przejściowy okres między Świętami a początkiem wiosny. Drewno nadaje mieszkaniu specyficzny, przytulny klimat. Podpowiadam na zaś, że z plasterków można także zrobić śliczne zawieszki na choinkę! A we wpisie Ozdoby świąteczne... naturalnie! wykorzystałam je jako podstawki do moich świątecznych stroików.


Poniżej przedstawiam Wam jedną z moich pierwszych prób malowania na drewnianych krążkach. Zainspirowałam się mottem "From little seeds grow mighty trees" - co po polsku oznacza, że z malutkich nasionek wyrastają potężne drzewa. Zarówno malunek jak i napis wykonałam farbą akwarelową.






Wcześniej wykorzystałam duże plastry, ale mniejsze zauroczyły mnie jeszcze bardziej. Uwielbiam wszelkie miniaturowe rzeczy i zdecydowanie lepsza jestem w tworzeniu mniejszych rzeczy niż większych. Zobaczcie jak powstawały moje mini plasterki.

 

 



 




 Malowanie na drewnianych krążkach krok po kroku:

1. Tniemy wybrane drzewo na plastry (moje miały 1,5 - 2 cm grubości) bądź kupujemy gotowe plasterki ze sklepu.
2. Suszymy dokładnie plastry. Lepiej nie kłaść ich bezpośrednio na kaloryferze, bo łatwiej mogą popękać przy wysychaniu.
3. Przecieramy papierem ściernym z obu stron. Tutaj można jeszcze zabezpieczyć drewno specjalnymi olejami, ale ja tego nie robiłam i nie bardzo wiem jak to wpływa na malowanie.
4. Malujemy tło (opcjonalnie). Używałam farb akwarelowych, ale wydaje mi się, że lepiej sprawdzą się akrylowe. Farby akwarelowe odrobinę wsiąkają w drewno i jeśli są rozcieńczone z wodą, bardziej się rozmywają. Jeśli chcemy namalować jakieś napisy to najlepiej sprawdzi się tło białe lub czarne.
5. Malujemy nasz główny cel. Możemy wykorzystać gotowe szablony, by stworzyć tzw. silhouette.
6. Gdy malunek wyschnie, możemy polakierować plaster (ja pozostawiłam bez lakieru). Następnie czy to za pomocą gwoździka, czy sznurka wieszamy nasz gotowy krążek w wybranym przez siebie miejscu.

Jak szukać inspiracji w Internecie?

Kilka wskazówek odnośnie nazewnictwa, bo zauważyłam, że nie jest to takie proste jak się wydaje. Po polsku - szukamy drewnianych krążków lub plastrów. Po angielsku - wpisujemy painting on wood slices, wood slices art lub painted wood slices. Najlepsze inspiracje odnośnie tematu woodland znajdziecie wpisując woodland decor/ ideas na pinterest.com

To tyle na dzisiaj, być może uda mi się wrzucić jeszcze jeden wpis o wood slices, bo temat jak najbardziej ciekawy i niepowtarzalny. Chciałabym mu poświęcić więcej czasu, a jeśli macie jakieś pytania, to zadawajcie je w komentarzach!

Poniżej przykłady malowania na drewnianych krążkach, wynalezione właśnie na pintereście.