List z pracowni - zima za oknem
Pierwsza połowa stycznia dosyć konkretnie mnie przeorała. Najpierw problemy z kręgosłupem, potem tydzień wyjęty z życia przez grypę. Nie było w tym wszystkim miejsca na zbyt wiele twórczego działania, w większości malowałam tylko to, co pilne i zamówione.
Musicie też wiedzieć, że bardzo nie lubię zimy. Oprócz cieszenia się z puszystego, białego śniegu, w zimie nie ma nic, co sprawiłoby mi jakąkolwiek radość. Brakuje mi słońca, dni są krótkie, na spacery wychodzę dużo rzadziej i przez to siada moja kondycja, co skutecznie przekłada się również na psychikę. Nawet okien w mieszkaniu nie otworzę, bo zaraz wlatuje dym od sąsiada.
Styczeń i luty to dla mnie najtrudniejsze miesiące.
W dodatku mam problem z zakupieniem czarnych kubków do malowania. Jak na złość, gdy już udało mi się znaleźć fajny model, to znikają ze sprzedaży. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa przerwa w dostawie...
Ale żeby nie było tak pesymistycznie (wybaczcie!), to było też sporo dobrych momentów. Na spokojnie realizowałam Wasze zamówienia, co było miłą odmianą po okresie przedświątecznej gorączki. Dostałam od moich klientów dużo wspaniałych wiadomości, za które bardzo dziękuję! Podzielę się kilkoma zdjęciami malunków z ostatnich dwóch tygodni.
Ach, no i najważniejsze, oficjalnie ruszyłam ze sklepem internetowym, gdzie znajdują się wszystkie kubeczki dostępne od ręki:
I nawet zdążyłam przygotować też kilka propozycji na Dzień Babci i Dziadka, mam już również pomysły na zbliżające się Walentynki.
A co w drugiej połowie stycznia?
Chciałabym malować to, co mi w duszy gra, trochę kwiatów, trochę gór... Ale już dawno się nauczyłam, że plany planami, a życie życiem.
Trzymajcie się ciepło!
A jeśli chcecie być na bieżąco z tym, co się u mnie dzieje w pracowni, zapraszam na Instagram!











Komentarze
Prześlij komentarz